Jednostajność kolejnych dni przerwało czwartkowe popołudnie. Mała wioska Luarca leżała na zachodnim wybrzeżu Agurii, a jej mieszkańcy trudnili się głównie połowem ryb. Tego dnia panowała nieco sztormowa pogoda, więc niewielu rybaków wyruszyło w morze, część przebywała na plaży, gdzie naprawiali sieci czy łodzie. Fale morskie raz za razem wdzierały się na plażę i cofały, obmywając piasek i kamienie.
Wtem jeden z rybaków, podniósłszy oczy, dostrzegł na horyzoncie ciemny punkt, który zdawał się szybko rosnąć. Przerwał pracę i wskazał go drugiemu mężczyźnie. Zanim zdążyli dobrze się przyjrzeć, punkt urósł do rozmiarów dużego ptaka, potem wielkiego byka, a potem czegoś większego niż zwierzęta, z jakimi stykali się dotychczas, w miarę jak się przybliżał. Teraz i inni rybacy rzucili sieci i na chwilę zastygli, bo nad plażę nadlatywała skrzydlata bestia.

Niektórzy zaczęli uciekać, gdy stwór zanurkował i kopnął tylnymi łapami w jedną z łodzi, wywracając ją i rozbijając na pół. Wznosząc się z powrotem do lotu, zahaczył zamachem łap jednego z rybaków, który uderzony w plecy, upadł nieprzytomny. Bestia niemal bezgłośnie wzniosła się w powietrze i pofrunęła w głąb lądu, pozostawiając za sobą jedynie świst powietrza.
Plaża opustoszała, bo większość rybaków uciekła w pobliskie zarośla, niektórzy kryli się pod łodziami. Paru odważniejszych podczołgało się do rannego kolegi, wzięli go pod ramię i zaczęli taszczyć do wsi. Wszyscy zastanawiali się, czym była bestia, którą w poprzednich dniach widziano także na Nowej Kurlandii, czy powróci, i czy ktoś potrafi ją powstrzymać.




