Michael von Lichtenstein
Ku pamięci V-Ojca
Był niegdyś Michael, von Lichtenstein zwany,
W Rotrii działał, wśród purpury i chwały.
Lecz serce jego wdzięk kobiecy znało,
Nie stronił od uśmiechów, serce miłości szukało.
Choć obowiązek wzywał go do tronu teutońskiego,
On w życiu szukał również uczucia prawdziwego.
I córek kilka miał – jak kwiaty w wiośnie,
Świadectwo dni, gdy szczęście w domu rośnie.
Dziś wspominamy go w ciszy, w zadumie,
Jak łączył świat powagi z tym co i ja lubię.
Niech echo jego dni w pamięci się snuje,
Bo choć odszedł – w sercach trwa pamięć o nim panuje.
Ku pamięci V-Ojca
Był niegdyś Michael, von Lichtenstein zwany,
W Rotrii działał, wśród purpury i chwały.
Lecz serce jego wdzięk kobiecy znało,
Nie stronił od uśmiechów, serce miłości szukało.
Choć obowiązek wzywał go do tronu teutońskiego,
On w życiu szukał również uczucia prawdziwego.
I córek kilka miał – jak kwiaty w wiośnie,
Świadectwo dni, gdy szczęście w domu rośnie.
Dziś wspominamy go w ciszy, w zadumie,
Jak łączył świat powagi z tym co i ja lubię.
Niech echo jego dni w pamięci się snuje,
Bo choć odszedł – w sercach trwa pamięć o nim panuje.


