Duch Kardynała i odważny Esteban z Elche
Noc była ciężka, a wiatr niósł ze sobą jęki, które zdawały się pochodzić nie z pobliskiego lasu wsród wilków, lecz z ludzkich ust.
Wioski wokół Elche od dawna żyły w strachu. Rotryjski Kardynał Matrinez, który miał być pasterzem dusz, stał się ich prześladowcą.
Opętany chciwością i pychą demoniczny kardynał chodził nocami po domach, odbierał ostatnie grosze i jedzenie okolicznym wieśniakom jako ofiarę dla tronu patriarszego w Rotrii, groził dzieciom, a jego kazania pełne były wizji piekła i przekleństwa.
To nie człowiek, to szatan - szeptali mieszkańcy, zamykając drzwi i gasząc światła gdy tylko spodziewali się go w okolicy - opętało go ! Albo sam jest diabłem - mówili.
Wieść o cierpieniach ubogich wieśniaków dotarła do Walencji. Patriarchat Walencji wysłał młodego mnicha Estebana aby zbadał sytuację i pomógł biednym mieszkańcom w potrzebie. Młody mnich był znany z odwagi i czystego serca. Nie niósł miecza ani bronu, lecz zawsze miał przy sobie krzyż z oliwnego drzewa i księgę świętych tekstów i rytuałów.
Gdy wszedł do jednej z okolicznych kapliczek blisko miasta Elche; gdzie ludzie mówili, że przebywa kardynał i to tam skrywa wszytskie swoje bogactwa skradzione ludności; powietrze stało się ciężkie. Z kamiennej posadzki uniosła się sylwetka Kardynała Martineza - jego oczy płonęły jak żar, a głos rozdzierał ciszę: -Nie odejdziesz stąd żywy, mnichu. Ta ziemia należy do mnie, tak samo jak dusze tych wszytskich marnych i nic nie wartych wieśniaków !
W tym momencie Estaban uklęknął i rzekł - Ta ziemia należy do ludzi tego narodu z woli Pana, nie do Ciebie !
Lokalni mieszkańcy otoczyli kapliczkę, trzymając świece i wypowiadając imiona swoich drogich wiernyych Bogu zmarłych. Każde imię było jak uderzenie w demona, który syczał i cofał się, jakby pamięć, pokora i pobożność była oganiem.
Estaban podnósł krzyż i uderzył nim w posadzkę. Kamienna podłoga zadrżała a niekeczmny kardynał krzyczał tysiącem głosów.
Wciągnięty w podłogę, został zamknięty głęboko pod kapliczką. Cisza spadła na wioskę, a mieszkańcy płakali - tym razem ze szczęścia i poczucia ulgi.
Od tamtej pory kapliczka była miejscem ciszy. Ale legenda głosi, że w noc Noches de Recuerdos, gdy granica między światem żywych i umarłych staje się cienka, duch kardynała próbuje powrócić. W Elche słychać wtedy trzaski, a chłód przenika domy.
Dlatego mieszkańcy okolicznych wiosek co roku zbierają się w kapliczce. Zapalają lampiony i wspominają bliskich oraz chrześcijan godnych naśladowania.
I od tamtej pory mieszkańcy wiosek w okolicy Elche razem wypowiadają słowa w dni celebrujące Noches de los Recuredos, które miały być słowami samego Estabana:
Światło Pana i przodków, cień nie ma tutaj mocy !
Noc była ciężka, a wiatr niósł ze sobą jęki, które zdawały się pochodzić nie z pobliskiego lasu wsród wilków, lecz z ludzkich ust.
Wioski wokół Elche od dawna żyły w strachu. Rotryjski Kardynał Matrinez, który miał być pasterzem dusz, stał się ich prześladowcą.
Opętany chciwością i pychą demoniczny kardynał chodził nocami po domach, odbierał ostatnie grosze i jedzenie okolicznym wieśniakom jako ofiarę dla tronu patriarszego w Rotrii, groził dzieciom, a jego kazania pełne były wizji piekła i przekleństwa.
To nie człowiek, to szatan - szeptali mieszkańcy, zamykając drzwi i gasząc światła gdy tylko spodziewali się go w okolicy - opętało go ! Albo sam jest diabłem - mówili.
Wieść o cierpieniach ubogich wieśniaków dotarła do Walencji. Patriarchat Walencji wysłał młodego mnicha Estebana aby zbadał sytuację i pomógł biednym mieszkańcom w potrzebie. Młody mnich był znany z odwagi i czystego serca. Nie niósł miecza ani bronu, lecz zawsze miał przy sobie krzyż z oliwnego drzewa i księgę świętych tekstów i rytuałów.
Gdy wszedł do jednej z okolicznych kapliczek blisko miasta Elche; gdzie ludzie mówili, że przebywa kardynał i to tam skrywa wszytskie swoje bogactwa skradzione ludności; powietrze stało się ciężkie. Z kamiennej posadzki uniosła się sylwetka Kardynała Martineza - jego oczy płonęły jak żar, a głos rozdzierał ciszę: -Nie odejdziesz stąd żywy, mnichu. Ta ziemia należy do mnie, tak samo jak dusze tych wszytskich marnych i nic nie wartych wieśniaków !
W tym momencie Estaban uklęknął i rzekł - Ta ziemia należy do ludzi tego narodu z woli Pana, nie do Ciebie !
Lokalni mieszkańcy otoczyli kapliczkę, trzymając świece i wypowiadając imiona swoich drogich wiernyych Bogu zmarłych. Każde imię było jak uderzenie w demona, który syczał i cofał się, jakby pamięć, pokora i pobożność była oganiem.
Estaban podnósł krzyż i uderzył nim w posadzkę. Kamienna podłoga zadrżała a niekeczmny kardynał krzyczał tysiącem głosów.
Wciągnięty w podłogę, został zamknięty głęboko pod kapliczką. Cisza spadła na wioskę, a mieszkańcy płakali - tym razem ze szczęścia i poczucia ulgi.
Od tamtej pory kapliczka była miejscem ciszy. Ale legenda głosi, że w noc Noches de Recuerdos, gdy granica między światem żywych i umarłych staje się cienka, duch kardynała próbuje powrócić. W Elche słychać wtedy trzaski, a chłód przenika domy.
Dlatego mieszkańcy okolicznych wiosek co roku zbierają się w kapliczce. Zapalają lampiony i wspominają bliskich oraz chrześcijan godnych naśladowania.
I od tamtej pory mieszkańcy wiosek w okolicy Elche razem wypowiadają słowa w dni celebrujące Noches de los Recuredos, które miały być słowami samego Estabana:
Światło Pana i przodków, cień nie ma tutaj mocy !


